Lekki spinning
Lekki spinning, to domena wędkarstwa, która rozwinęła się w Polsce niejako około dwóch dekad temu. W przeciwieństwie do klasycznego spinningu, gdzie ciężki i mocny kij uzupełniany był o wielki metalowy kołowrót z nawinięta żyłką 0,50 mm, a zestaw przynęt stanowiły największe blachy wahadłowe, w lekkim spinningu chodzi o coś innego. Tutaj łowi się delikatną wędką z cieniutką żyłką nawinięta na nieduży, aczkolwiek precyzyjny kołowrotek.
Przynętami zaś, nie są wielkie blachy, a nieduże, czasem mniejsze niż 3 cm przynęty spinningowe każdego rodzaju. Na lekko łowi się nie tylko typowo drapieżne ryby. Szczupaków i sandaczy w naszych wodach jest coraz mniej. Suma złowić na spinning niełatwo. Głowacicę tylko nieliczni mają szczęście spotkać na swych wędkarskich szlakach. Ale dzięki lekkiemu spinningowi można szlifować swą technikę wędkarską przez okrągły rok. Łowić nań możemy ryby takie jak: klenie, bolenie, brzany, jazie, okonie i pstrągi. Stosunkowa obfitość niektórych z tych gatunków, powoduje, że wyprawy wędkarskie z lekkim spinningiem w dłoni mogą obfitować w wiele wspaniałych i rybnych dni nad wodą. Jeszcze jakiś czas temu sam nie do końca w to nie wierzyłem, ale przekonałem się, gdy przeczytałem wiele pochlebnych opinii, gdy przeglądałem forum wędkarskie dla spinningistów. To tutaj dowiedziałem się najwięcej. Gdzie w rzece poszukiwać którego gatunku z ryb, jak go podejść, jak sprowokować, w końcu – jak go złowić. Stare graty w postaci ciężkich wędzisk i dużych przynęt są już u mnie coraz to rzadziej użyciu. Zamiast tego, często jadąc nad wodę sięgam po delikatne wędzisko i kilka małych pudełeczek z mikro przynętami. Taki zestaw pozwala mi odnaleźć się zawsze na każdej rzece – tej wielkiej, jak Wisła, czy Odra, średniej jak Raba, czy Dunajec, albo nawet na małych, typowo pstrągowych, górskich rzeczułkach. Łowiąc w nurcie, najczęściej z pudełka wybieram małe błystki obrotowe. Są idealne na wszystkie drapieżniki, gdyż ich gęsto wirujące skrzydełko wytwarza bardzo silną falę hydroakustyczną i wabi ryby, nawet z większej odległości. W porze letniej jest także ulubieńcem wielu gatunków, jak klenie, jazie, czy pstrągi. Gdy jednak moje ukochane wiróweczki nie przynoszą spodziewanych efektów, wówczas zakładam na agrafkę woblerek. Nieduży, najczęściej mieszczący się w przedziale od 2,5 do 5 cm. Potrafi on sprowokować do brania każdą rybę. Można go prowadzić w wodzie bardzo powoli, jest wyposażony częstokroć w dwie kotwiczki, co ułatwia skuteczne zacięcie ryby. W wodzie stojącej i jej strefach przybrzeżnych poluję na okonie. One z kolei ponad błystki i woblerki preferują małe gumowe przynęty: twistery i rippery. Swego czasu łowiłem te ryby seriami w ten sposób i miałem niesamowite wyniki. W chwili obecnej staram się ścigać przede wszystkim bolenie. To jak żadna inna ryba, drapieżnik, który jest wręcz geniuszem. Potrafi uderzyć z wielką furią w przynętę i walczyć jak typowy przedstawiciel łososiowatych, mimo że jest karpiowatym. Walczy bardzo ambitnie i nietuzinkowo. Do tego stopnia, że jego połów sprawia mi tyle satysfakcji, że wprost uwielbiam się za nim uganiać i jest dla mnie rybą numer jeden. Jego z kolei łowię na woblerki, które nauczyłem się wyrabiać sam, słuchając rad i pomysłów kolegów wędkarzy, dla których forum wędkarskie jest miejscem, gdzie mogą się pochwalić swoimi wyrobami i udzielić innym, mniej doświadczonym łowcą wielu cennych wskazówek.
