Czas na kolarstwo szosowe
Nie ma nic piękniejszego niż jazda na rowerze. Nieważne, czy to lato czy zima, czy jesień zabłocona i deszczowa. Dla mnie najważniejsze jest to, że rower daje prędkość, ze daje możliwość przemieszczania się w zatłoczonym mieście w błyskawicznym czasie. Gdy inni w piątkowy wieczór czy popołudnie stoją i grzęzną w korkach ulicznych grzęzną w korkach, ja między samochodami szybko udaję się do domu. Rower daje sporo możliwości.
Gdy kupiłam sobie pierwszy rower, był to zwyczajny składak, który miał mi służyć do udawania się na moją działkę poza miastem. Składaki są ostatnimi czasy bardzo modne, ale powiem wam, ze nie miałam z nim łatwego życia. Cały czas łapałam gumę albo musiałam odczuwać ból z powodu kręgosłupa albo pośladków. Może rower składany jest dobry, ale tylko po to, żeby jeździć nim od czasu do czasu, szczególnie dla ludzi starszych, którym ciężko by było schodzić z dużego roweru z ramą. Natomiast, jak na człowieka jeżdżącego w długie trasy ścieżkami rowerowymi czy po mieście, to wolę tak zwane amsterdamki, które, jak nazwa sama wskazuje, pochodzą z Holandii. I tak właśnie był mój drugi rower. Sprzedałam składaka mojej sąsiadce z góry, która uwielbiała jazdę na cmentarz czy do przyjaciółki, czy też z psem w koszyku, który miała na kierownicy. Jaki był mój kolejny rower? Po amsterdamce, z której potem już nie byłam tak zadowolona, zakupiłam sobie nowy rower, którego inspiracją były wyścigi kolarskie, które oglądałam coraz częściej z moim kolegą. Oglądaliśmy codziennie Tour de France, jak nie na żywo w telewizji, to powtórki, żeby móc dobrze analizować wyścig krok po kroku. Tak nas wciągnęło to kolarstwo szosowe, ze postanowiliśmy sobie zakupić tym razem kolanówki. Kolanówki dają większą prędkość, mają cieńsze koła i dzięki temu można rozwinąć szybką prędkość.